Kajakami po Obrze
Za nami wspaniały spływ kajakowy rzeką Obrą. Uczestnicy doświadczyli niezapomnianych wrażeń i emocji oraz mieli okazję do dobrej rodzinnej zabawy.
14 lipca z samego rana, gdyż sam dojazd zajmował ok. 2,5 godz. wyjechaliśmy do Starego Dworku nad rzeką Obrą (woj. lubuskie) by kajakami pokonać 13-to kilometrowy odcinek tej rzeki pomiędzy Starym Dworkiem a Skwierzyną.
Zanim jednak na przystani, zlokalizowanej przy nowym, betonowym moście w Starym Dworku, wsiedliśmy do kajaków przeszkolono nas z zachowania zasad bezpieczeństwa na rzece. Potem dostaliśmy kapoki i po dobraniu się w pary odbiliśmy od brzegu.
Od Starego Dworku Obra płynie wąską doliną o dość stromych skarpach pokrytych z obu stron lasem liściastym. W nurcie rzeki leżą drzewa ścięte przez występującego tu licznie bobra europejskiego. Inne, przewrócone przez wiatr tworzą zatory. Przy bystrym nurcie przepłyniecie niektórych odcinków wymaga dużej wprawy, a czasami kończy się wywrotką, ale teraz wody w rzekach nie jest zbyt wiele. Ale i tak, gdy np. trzeba było przepłynąć pod zwalonym drzewem, robiło się nerwowo. Szybko zmieniający się charakter rzeki (wypłycenia, przemiały, zakręty) nadaje temu odcinkowi rzeki niezwykle atrakcyjnego charakteru; momentami czuło się klimat rzeki górskiej.
Po około dwóch godz. wiosłowania, dopłynęliśmy do Lisiej Polany, gdzie zaplanowana została przerwa w podróży. I dobrze, bo mięśnie nie nawykłe do tego typu wysiłku potrzebowały już chwili wytchnienia.
Będąc na Lisiej Polanie warto zobaczyć Grupę Warowną Ludendorff. Jest to eksperymentalne zgrupowanie schronów z nietypowymi obiektami. Na stromych stokach rzeki budowano schrony, które miały blokować przeprawę przez Obrę. Poza schronami ze stanowiskami strzelniczymi istniały zasieki z drutu kolczastego i zapory przeciwczołgowe z szyn stalowych, które zachowały się do dziś. Większość schronów to ruiny, a najlepiej zachowane obiekty znajdują się przy moście drogowym.
Przygotowana przez organizatora grochówka, kawa i ciasto pomogły zregenerować siły i wyruszyliśmy w dalszą drogę do przystani w Skwierzynie. Tam zorganizowano grilla. Po sporym wysiłku kiełbasa i karkówka z surówką i pieczywem mają niepowtarzalny smak. Do tego dopisała pogoda, było ciepło ale nie upalnie, a raz w trakcie spływu przytrafił się drobny deszcz, który cudownie schłodził rozpalone mięśnie.
Wycieczka zdecydowanie warta polecenia, a nawet powtórzenia. Podobno, bardzo blisko startu naszego spływu w Starym Dworku stoi forteczny most obrotowy, który został wybudowany w 1938 r. i nadal działa. Ciekawa konstrukcja oraz napęd linowy umożliwiają jego obrót wokół osi o 90 stopni i ustawienie go równoległe do kanału. Wszystko zostało tak zaprojektowane, by kilkudziesięciotonowego kolosa można było ruszyć siłą mięśni zaledwie jednego człowieka. Obecnie most uruchamiany jest nie z maszynowni, a przy pomocy specjalnego kieratu rezerwowego, ale działa bez zarzutu i można to sprawdzić naocznie podczas corocznych imprez plenerowych, organizowanych przez miłośników fortyfikacji.
Jest więc powód by wybrać się w tamto miejsce ponownie.


