Kraków i okolice na koniec wakacji

Wakacje, wakacje i… po wakacjach. My postanowiliśmy podsumować ten czas wycieczką do Krakowa, Wieliczki, Kalwarii Zebrzydowskiej i Wadowic. Niby wszyscy, albo prawie wszyscy, już tam byli i widzieli ale tamte okolice są zawsze ciekawe i zawsze zobaczyć można coś, czego poprzednio się nie dostrzegło.

Wyruszyliśmy 31 sierpnia 2019 r. o wczesnych godzinach porannych. Dzięki autostradzie droga minęła szybko i jeszcze przed południem byliśmy w Krakowie. Zwiedzanie zaczęliśmy od Wzgórza Wawelskiego. Pod opieką przewodnika oglądaliśmy Katedrę, zeszliśmy do krypty i wspięliśmy się na Wieżę Zygmuntowską do Dzwonu Zygmunt. Potem sprawdziliśmy czy smok nadal zionie ogniem i uliczkami starego miasta przespacerowaliśmy się na krakowski rynek. Z powodu prowadzonych prac remontowych nie odwiedziliśmy Kościoła Mariackiego ale Kraków kryje tyle atrakcji, że w najmniejszym stopniu nie zubożyło to naszych doznań.

Po obiedzie ruszyliśmy w kierunku Kazimierza. W przeciwieństwie do mieszczańskiego Krakowa, który „widział już każdy”, żydowska dzielnica miasta jest przez wielu dopiero odkrywana. Modna stała się z 10-15 lat temu i od tego czasu z każdym rokiem pięknieje przyciągając coraz więcej turystów. Kazimierz kusi nie tylko zabytkami, pozostałościami dawnego, a nieznanego obecnie świata ale też przebogatą ofertą kulturalno-rozrywkowo-gastronomiczną. Choć formalnie Kazimierz stanowi część Starego Miasta klimat jest tam zupełnie inny niż w okolicach Rynku. Kazimierz jest magiczny, jakby miasto w mieście. Ślady dawnego przenikania się kultury żydowskiej i chrześcijańskiej pozostawiają niezapomniane wrażenie.

Nie był to koniec wypełnionego atrakcjami dnia. Wieczorem, po przyjeździe do hotelu mieliśmy jeszcze siły na zabawę przy grillu i śpiewy.

A drugi dzień był równie intensywny co pierwszy, a może nawet bardziej. Na pierwszy ogień poszła Kopalnia Soli „Wieliczka”. Wybraliśmy oczywiście najdłuższą trasę turystyczną, której przejście zajmuje ok. 3,5 godziny. Na szlaku zwiedza się ponad 20 komór solnych, w tym najpiękniejszą Kaplicę św. Kingi. Do pokonania mieliśmy ok. 800 schodów, z czego na starcie już 380. Zobaczenie niezwykłych solnych dzieł sztuki, podziemnych jezior, wiekowych maszyn i narzędzi, całego tego podziemnego świata warte jest każdego wysiłku.

Po wyjeździe na powierzchnię (słońce, zieleń drzew i ciepło też są piękne) przejechaliśmy  do Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie pod opieką przewodnika zwiedziliśmy sanktuarium pasyjno-maryjne oo. bernardynów. Wchodzące w skład zespołu bazylika i klasztor wraz z otaczającymi je 42 kaplicami nazywane są często Polską Jerozolimą. W 1999 roku sanktuarium wpisane zostało na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a w następnym roku obiekt uznany został za Pomnik historii Polski.

Obiad jedliśmy już w pobliskich Wadowicach. Na deser, nie mogło być inaczej, podano nam słynną na cały świat papieską kremówkę. Pycha…

Do Jawora wróciliśmy już po północy. Wycieczka była komentowana i bardzo chwalona. Nic dziwnego – wielka porcja atrakcji, piękna pogoda, dobre humory i miła atmosfera sprawiły, że już czekamy na kolejną. Niech trwają wakacje!